Uniwersytet Gracza Nr 53

uniwersytetUniwersytet taktyczny, czyli o strategii słów kilka.

Długo Naczelny wiercił mi dziurę w brzuchu zanim zrozumiałem, że jedynym lekarstwem na jego natręctwo jest napisanie niniejszego felietoniku (o przepraszam, wykładu). Jego tematem ma być, jak się nietrudno domyśleć, strategia w grach komputerowych. Dla porządku (a porządek się w tym „wykładzie” przyda, oj przyda) daruję sobie całą gałąź gier finansowych, skupiwszy się jedynie na produktach zwanych wojennymi. Z góry przepraszam wszystkich, jeśli zda im się, iż prawię truizmy i banały (a o to niesłychanie łatwo na tym poziomie ogólności).

Ze strategią jest podobnie jak z samoograniczeniem picia alkoholika. Pije tylko w dwóch wypadkach: kiedy pada i kiedy nie pada. W przekładzie na język zrozumiały dla każdego – zawsze trzeba być silniejszym od przeciwnika i potrafić tę przewagę wykorzystać. Cóż to za sztuka być silniejszym i zwyciężyć? Żadna. Sztuka tę przewagę stworzyć. Nie zawsze zachodzi ta szczęśliwa okoliczność, że 100.000 naszych żołnierzy goni po polu bitwy 1 przeciwnika rywalizując o palmę pierwszeństwa w konkurencji „Rozstrzyganie losów bitwy”. Zazwyczaj w grach komputerowych to armia przeciwników liczy setki czy tysiące, a przeciw niej staje garstka naszych (zawsze łatwiej dodać do scenariusza 100 przeciwników zamiast wymyśleć 20 inteligentnych).

Z zasady głównej można wyprowadzić dwie podzasady: należy bronić się tam, gdzie przeciwnik atakuje i koncentrować podczas ataków takie siły, by przeciwnik nie mógł się obronić. Obie doskonale sprawdziły się w największych bitwach historii (jestem na świeżo po „War College’u” – gra bardzo a propos). W obu przypadkach należy stosować manewr po liniach wewnętrznych, polegający na przesłonowej linii obrony i skupieniu sił głównych tam, gdzie jest wróg (gdy się bronimy) lub tam gdzie go nie ma (gdy atakujemy). Manewr ten wykorzystał chociażby hetman Koniecpolski, który w ten sposób pobił Szwedów pod Czarnem w kwietniu 1627 roku, zdobywając im przy okazji 4 większe miejscowości i biorąc do niewoli korpus wojsk najeźdźczych. Fakt, iż zastosował go w wersji bardziej finezyjnej niż mówi teoria, albowiem w planach swej operacji uwzględnił wystąpienie z brzegów Wisły i, co ważniejsze, nie przeliczył się!

Wiem, wiem, to historyczne nudy. W praktyce sprowadza się to do tego. że kiedy w „Warcrafcie II” komputerowe ogry (lub wręcz przeciwnie) zaczynają się pojawiać z określonej strony, należy czym prędzej skierować tam gros swych sił w celu jak najszybszego odparcia przeciwnika. Ponieważ komputer zazwyczaj przyzwyczaja się do miejsca ataku, umieszczenie tam większości obrońców z dużym prawdopodobieństwem rozwiązuje nasz problem. Inna sprawa, że „Warcraft II” inteligencją sztuczną nie błyszczy i należałoby podać dla przykładu inny tytuł, w którym trzeba byłoby wysilić szare komórki. Tym z pewnością może być „Settlers II”, gdzie przeciwnicy są bardzo dobrze zorganizowani, a obrona w stażnicach wspomagana jest w razie napaści rycerzami z pobliskich wież, zamków czy magazynów. W „Warcrafcie” czy „Settlerach” nie mamy jednolitej linii frontu, ale podobnie postępujemy chociażby w grach serii „V for Victory” czy „Battleground” (choć w tej ostatniej akurat są jedynie namiastki frontu). Tu jednak należy zostawić dla przyzwoitości jakieś oddziały przesłonowe, nawet słabe, i wspierać je w razie ataku.

Z atakiem jest niemal tak samo jak z obroną. Skupiamy się na jednym kierunku natarcia (nie próbować natarć rozbieżnych jak Rosjanie w 1916, którzy radośnie pobiegli na Prusy – 100.000 zabitych rannych i zaginionych bez najmniejszego pożytku, a w chwilę później na Galicję – tu się udało koledze Brusiłowowi, zrobił spory wyłom i rozbił dwie armie; ale z tymi 100.000 mógłby zrobić większy), wybieramy najsłabsze punkty obrony i… wróg ma pecha. W grach, w których nie ma linii frontu możemy ataki koncentrować na oddziałach nieprzyjacielskich, odbierać mu kolejno warownie, mając jednak cały czas na uwadze skupianie własnych sił (nie odbijać terytorium o kształcie szachownicy. tylko zwarte tereny). W grach, gdzie stoimy frontem do klienta (wszak kultura nakazuje), trzeba czymś przesłonić nasze zaplecze, a w miarę osiągania powodzenia włączać do akcji stojące dotąd bezczynnie jednostki (jak się prowadzi pościg utrzymanie linii frontu przestaje być ważne).

W przypadkach, gdy wojska nie tworzą linii frontu, a te w grach przeważają, mamy jeszcze jeden doskonały sposób nękania wroga – wypady na tyły. Klasycznym przykładem niebywałej ich użyteczności jest „Conquest of the New World”. Zazwyczaj nie jesteśmy w stanie zdobyć i utrzymać tam miasta zdobytego na tyłach wroga. Ale zdobyć i zniszczyć? Nic łatwiejszego, nawet jeśli wrogowi wydaje się, że jest przygotowany na atak.

Coraz częściej w grach wrogowi nie jest bez różnicy czy atakujemy je od frontu, ze skrzydła, czy też ze strony najmniej sprzyjającej obronie (np. „Steel Panthers”, której druga część ukaże się niebawem). Warto zatem docenić uroki obejścia, oskrzydlenia, czy pozornego odwrotu. Doskonałym przykładem jest choćby bitwa pod Pharsalos i manewr oskrzydlający Cezara, w którym wzięło udział całe prawe skrzydło jego wojsk (do sprawdzenia w „War College”; nie, naprawdę jej dystrybutor nie zapłacił mi za reklamę), ale też bitwa pod Legnicą (w niezbyt chwalebnej roli baranów rzeźnych wystąpili m.in. nasi rycerze; tej bitwy jak i innych z polskiej historii zapewne prędko nie ujrzymy w postaci gier, a szkoda).

Oczywiście nie chciałem w tym artykule powiedzieć, że strategia sprowadza się do jednej zasady. Byłoby to z pewnością wygodne, choć mało akademickie. Strategie to jeden z niewielu rodzajów rozrywki, pozwalający spędzić długie godziny przed komputerem przy tej samej grze przeżywając zupełnie nowe sytuacje i stając przed zupełnie nowymi wyzwaniami. Zatem tak naprawdę należy tak dowodzić wojskami tak, jak podpowiada intuicja i cieszyć się, jeśli są tego pozytywne efekty. Przed komputerem nie spoczywa na nas przecież historyczna odpowiedzialność za losy kraju czy świata paraliżująca niekiedy poczynania wielkich wodzów.

Sir Haszak

<- Uniwersytet Gracza 52 Uniwersytet Gracza 54 ->

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


4 × = dwadzieścia

*