Piwem i Mieczem cz. 8

Drużyna ukryła się sprawnie i szybko, gdzie tylko kto mógł. Delikwenci z pięterka nie dali na siebie długo czekać i wkrótce nasi odważni i niesamowicie waleczni (?) awanturnicy mogli dostrzec schodzące z góry postacie. Nadciągające postacie wyglądały pokracznie: masywne, przygarbione ciała o długich ramionach, przyduże głowy i szpiczaste uszy. Jeszcze ich nie było dobrze widać, ale dało się słyszeć odgłosy wydawane przez nietrocino wane zbroje i pobrzękiwanie mieczy. Nasi artyści wytrzesczali w ciemności oczy, aby dostrzec z kim będą mieli przyjemność. Druid Kaczoramiks przygotowywał stare druidyczne zaklęcie, zwane w pewnych kręgach „Sinym Noskiem”. Troll ujął w swoją potężną łapę ogromny kamień, Wiewióriusz Bezlitosny przygotowywał swoją różdżkę do czaru „Przekleństwo Lodu”, a Kopalny i Alex dobywszy broni trzęśli się nerwowo. Gdy pierwsi ze schodzących orków jaskiniowych znaleźli się na poziomie podłogi, Wiewióriusz rzucił czar na podłogę sali, Kopalny wyskoczył z ukrycia i krzyknął
– Na pohybel psubratom!
odc8cKaczoramiks posłał „Siny Nosek” prosto we wrogów. Pierwszy z orków skoczył do przodu, wyrżnął podbródkiem w posadzkę, która, nie wiedzieć dlaczego, straciła jakiekolwiek tarcie i sypnął dokoła swoim rynsztunkiem, a gdy tylko próbował się podnieść, poczuł się niezmiernie wesoło i całkowicie pijany. W żadnym wypadku nie pomagało mu to w podnoszeniu się ze śliskiej i nie dającej żadnego wsparcia podłogi. Troll nie certoląc się zbytnio machnął ręką i posłał kamień w tłum wrog ich istot. Pocisk pozbawił pierwszego z orków znacznej części przednich zębów i zmiótł trzech innych ze schodów. Rozpętała się zaciekła bitwa. Kopalny z dzikim wrzaskiem wywijając swoim mieczem i przewracając oczami rzucił się do walki. Orkowie zataczając się i czekając co siedem i pół sekundy próbowali stawiać opór, lecz zdeterminowans postawa nacierających pozbawiła ich wszelkich złudzeń. Już po kilku minutach walka zamieniła się w pojedyncze pościgi i pojedynki. Powalony wódz orków leżał na wznak śmiejąc się baranim głosem, aż mu się trząsł pędzel zrobiony z nosa, a reszta jego kamratów rozbiegła się w różnych kierunkach, o ile pozwalał im na to stan upojenia alkoholowego.

W końcu nad polem walki zapanowała głucha cisza. Drużyna rozglądała się w około w poszukiwaniu łupów. Troll zaopiekował się potężnym młotem wojennym porzuconym przez jednego z herosów orkowych, Wiewióriusz zagarnął księgę z plecaka wodza, druid poszukiwał szczególnych przedmiotów, a Alex zbierał… podatki. Zwinność w prowa dzeniu tych zajęć pozwoliła im szybko ruszyć dalej przez korytarze lochów wieży Szurumbura.
W miarę jak mijały kolejne godziny przebierania nogami, nasza dzielna i waleczna ekipa traciła nadzieję na wydostanie się z opresji. Najbardziej przygnębiony był Kopalny.
– Psiakrew! Po jaką cholerę kłóciłem się z tym skrzatem leśnym. Teraz do końca życia muszę być kretem.
– Nie zrzędź Kopalny, nie zrzędź kurdebalans – Wiewióriusz próbował go pocieszyć jak tylko umiał. Kaczoramiks szedł na samym końcu ze zwieszoną głową. Troll z Alexem rozglądali się ciekawie po podziemnych korytarzach, jakby byli na wycieczce z „Orbisem”, a Kopalny powłóczył nogami co rusz dodając swoje podnoszące na duchu komentarze. W taki oto sposób drużyna dotarła do miejsca gdzie z podłoża prosto w górę pięły się schody wycięte w szarym kamieniu. Pierwszy zauważył je Kopalny, gdy wyrżnął w nie spuszczoną na pierś głową. TRACH!!!
– Ajajaj! A to co? Chłopaki patrzcie na moją głowę… E! To znaczy spójrzcie tu, jakieś schody w górę!
Reszta drużyny podbiegła we wskazane miejsce i oniemiała z zachwytu. Oznakom radości nie było końca. Kiedy wreszcie wszyscy ochłonęli postanowili ruszyć natychmiast schodami w górę, aby jak najszybciej wydostać się z podziemi. Nawet troll Bed był za tym, chociaż bardzo lubił lochy i jaskinie. Bez zbędnych ceregieli kompania podrałowała w górę. Już po chwili dotarli do sali wykonanej z ledwo ociosanych kamieni. Jej wnętrze było prosto wyposażone w dwie ławy, stół i pęk kluczy wiszący przy drzwiach, którymi właśnie weszli. Z sali było jeszcze jedno wyjście, zamknięte żelaznymi podwojami mocno osadzonymi w ścianie. Drużyna zatrzymała się by chwilkę odsapnąć i złapać oddech. Alex z Kopal nym oglądali drzwi zamykające im drogę.
– Kiedyś widziałem takie same w naszym magazynie celnym.
Alex drapał się w zmierzwioną brodę. Kopalny drapiąc się w nieogolony podbródek zapytał nieśmiało.
– Słuchaj Alex, a może by tak taranem?
Alex popatrzył na drzwi i na Kopalnego, po czym w jego oczach zapaliły się iskierki litości.
– Idź zobacz co robi Bed, może właśnie przypadkiem wystrugał taran ze swojego Joya.
Kopalny spojrzał na Alexa ze zdziwieniem i ponownie podrapał się w nieogolony podbródek.
Po półgodzinnych zmaganiach Alexa i Kopalnego z zamkiem drzwi, dzielne chłopaki otworzyły drzwi na ościerz. Z gardeł drużyny dobiegł pomruk zadowolenia. Za drzwiami stało wiele dziwnych urządzeń. Cała sala wypełniona była łańcuchami, kołami zębatymi, na środku stał pień z wbitym weń toporem, a pod jedną ze ścian znajdowało się łoże najeżone kolcami i ostrzami, łańcuchami przytwierdzonymi do kół znajdującymi się u nóg i wezgłowia oraz wiszącymi z kół ciężarami. Kop alny z Alexem i trollem wdali się w dyskusję na temat kto tu może mieszkać.
– Dla mnie to tylko jakowyś waryjat po dobroci by legł na to łoże – Alex wydał się być zafrasowany.
– Nie mnam ho to byt, ala ja mnam ho to nycz dobrego – Troll Bed omijał na wszelki wypadek łoże z dala.
– Pamiętam, kiedyś widziałem coś podobnego w telewizji, ale ten co na nim spał, to nie kładł się po dobroci ani po złości, tylko siłą go przywiązali i tyle go widzieli. O ile dobrze pamiętam to ten facet był straszliwym rozbójnikiem i nie chciał powi edzieć tamtym, gdzie ukrył swój skarb. Wtedy jeden z nim powiedział „ja z nim wasza prześwietość zatańcuję”, no i zabrali go do lochów, ale nikt z nim nie tańczył, tylko jak uruchomili to łoże, to on przecudnie jodłował. A tamci zaraz za…
– Zamknij się wreszcie! Głupi jesteś, na niczym się nie znasz i jeszcze mnie wkurzasz tymi swoimi opowieściami – Alex zacisnął pięści. Kaczoramiks z resztą rozglądał się po komnacie. W tej właśnie chwili w jednej ze ścian otworzyło się tajne przejście i do sali wszedł osiłek o bardzo niskim czole i małych świńskich oczkach. Zaskoczenie było obopólne. Pierwszy jak zwykle opanował się troll Bed, nie przykładający zbyt wielkiej uwagi do przemyślenia swoich działań. Po krótkiej akcji „komandosa” pięść wielka niczym bochen chleba wylądowała z głucym plaśnięciem na niewysokim czole osiłka, wysyłając go w niebyt. Troll skwitował to krótko.

odc8b

– I po khyku!
Mimo obaw drużyny z tajnego przejścia nikt więcej nie wychynął. Alex pochylił się nad bezwładnym ciałem.
– O kurde! Bed przestawiłeś mu siódmą klepkę na miejsce piątej!
– E tam, to nic groźnego, on i tak wyglądał na niespełna rozumu – skwitował to Wiewióriusz. Druid położył dłoń nan czole powalonego i zmarszczył brwi.
– Wyżyje, tylko trochę go popieściło.
– To mohe jescho ras ho chlasnąty? – zapytał troll.
– Nie nie, już wystarczy. Może czegoś się od niego dowiemy.
Bed patrzył na osiłka bez aprobaty i głaskał swój młot wojenny. Tymczasem osiłek zaczął dawać pierwsze oznaki życia głośno jęcząc. Wiewióriusz pochylił się nad leżącym i spojrzał mu hipnotycznie w oczy.
– Jesteś w mojej mocy, jesteś w mojej mocy. Masz mnie słuchać i być mi posłusznym. A teraz wstań i powiedz nam jak się nazywasz – głos czarnoksiężnika nie znosił sprzeciwu. Osiłek powstał natychmiast i sennym głosem odpowiedział:
– Ja jezdem Hrebor, Szurumbur zrobił mnie swoim katem i zarządcą lochów.
– Czy znasz drogę na górę?
– Tak.
– Dokąd ona prowadzi?
– Do sali dla jeńców Szurumbura.
– Prowadź zatem ino migiem!
Osiłek na rozkaz Wiewióriusza posłusznie ruszył w kierunku przejścia w ścianie. Drużyna zgodnie ruszyła za nim i tylko Bed patrzył z wielką podejrzliwością na Szurumburowego sługę. Po krętych schodach i korytarzach, wielokrotnie zmieniając kierunek marszu dotarli wreszcie przed drzwi okute żelaznymi sztabami. W tym miejscu osiłek zatrzymał się.
– Jesteśmy na miejscu.
– Otwieraj! – powiedział Wiewióriusz.
– Tak, ale…
– Otwieraj!!
Osiłek wyjął z za pazuchy pęk kluczy i jednym z nich otworzył drzwi po czym pchnął je, a one uchyliły się na ościerz. Ze środka popatrzyły na drużynę ledwo widoczne spod okapów hełmów oczy strażników. Wiewióriusz oniemiał, a Kopalny nie tracąc inicjatywy zapytał, jak zwykle rezolutnie:
– Dzień dobry. Czy zastałem Jolę?
Kiedy stanowiącym straż koboldom opadły szczęki Troll rzucił się do przodu i korzystając z zaskoczenia zaatakował. Jego młot wojenny zatoczył szeroki łuk i pozbawiwszy dwóch wartowników wszystkich zębów powalił ich na ziemię. Troll z czułością pocałował swoją nową broń.
– Tehas ty jzdeś Joy.
Czarnoksiężnik rzucił nowopoznanym z księgi zrabowanej wodzowi orków czarem „Bączek”. Rozległo się początkowo ciche, potem coraz głośniejsze brzęczenie, gdy koboldy zaczęły wirować, sypiąc na wszystkie strony słabiej umocowanymi częściami zbroi i bronią trzymaną w rękach. Obezwładnienie i powiązanie wściekle wirujących wokół własnej osi wartowników było kwestią chwili. Kopalny poklepał zahipnotyzowanego osiłka po plecach.
– Teraz weź tych panów do siebie na dół i wyciągnij z nich, ile to jest 234156799 do potęgi siedemnastej. Na odpowiedż mają 15 sekund. Pamiętaj, nie miej dla nich litości.
Osiłek złapał nogi dwóch najbliższych i pociągnął ich w dół po schodach. Teraz drużyna mogła spokojnie rozejrzeć się po sali. Okazało się, że były tam zakratowane drzwi, a za nimi kilka mocno obdartych postaci. Kopalny podszedł bliżej, stanął w butnej pozie i odezwał się z godną podziwu odwagą:

odc8a

– E, wy tam, obdartusy cuchnące. Kim u diabła jesteście? Odpowiadajcie mi zaraz, bo skóry wygarbuję płazem!
Jedna z wynędzniałych postaci zza kraty podniosła się.
– Panie, litości! Jesteśmy więźniami Szurumbura, uwolnij nas, a będziemy służyli ci wiernie.
Kopalny popatrzył na więźnia.
– A wiesz ty jak stąd się wydostać na górę?
– Znam drogę i chętnie ją pokażę.
– A ilu was tam jest?
– Niewielu, pięciu.
Już po jakiejś godzince drużyna pięła się po schodach w towarzystwie pięciu byłych więźniów Szurumbura. Schody wyprowadziły ich do znanej już wcześniej sali z oknem, w którym szarpał się bezowocnie demon z wykręconym rogiem. Troll od niechcenia klepnął go w miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Druid odwrócił się do byłych więźniów.

– Słuchajcie, przypilnujcie tego ptaszka aż my wrócimy, a jakby się rzucał to palnijcie go kilka razy dla rozumu.
Dalej poszli już sami. W sali z parą drzwi ponownie weszli w srebrne, tym razem jednak bardzo strożnie i rozważnie stawiając każdy krok.
– No to tehas my mu – powiedział troll zbliżając się do przeciwległej ściany w której zauważył kolejne drzwi. Drużyna skradała się za nim niczym koty. Bed powolutku otworzył podejrzane podwoje i zajrzał do środka. Wewnątrz stało wielkie inkrustowane biurko i olbrzymi fotel ustawiony tyłem do drzwi. W fotelu ktoś siedział. Troll i reszta kompanii, stawiając kroki cichutko niczym szpiedzy z krainy deszczowców zbliżyli się ostrożnie do fotela. Bed mocniej ścisnął swój młot i popatrzył na druida. Kaczoramiks pokiwał głową i wielka pięść niczym pocisk nuklearny wylądowała na poruszającym się czerepie. Głuchy łomot padającego ciała oznajmił zwycięstwo.
Druid i Wiewióriusz popatrzyli na leżącego.
– To na pewno Szurumbur?
– Na sto procent – odpowiedział Kaczoramiks wiążąc ciało sznurem i zaklęciami. Wnet uporawszy się się z tą robotą zaczęli przetrząsać cal po calu pomieszczenie w poszukiwaniu łupów. Wiewióriusz z radością znalazł wielką księgę zaklęć Szurumbura. Druid odkrył kryształową kulę magiczną. Alex znalazł szkatułkę z kosztownościami, a Kopalny dobrał się do małego dzbanuszka, w którym odkrył piwo. Gdy wszyscy załatwili swoje sprawy, zniesiono ogłuszonego na dół gdzie oczekiwała piątka uwolnionych. Ci na widok usztywnionego gościa stwierdzili, że na pewno jest to sam mistrz Szurumbur i należy go załatwić, aby nie mógł już więcej szkodzić. Po krótkiej naradzie w komnacie pozostało pięciu dotkliwie pobitych byłych więźniów, zaś drużyna leciała na południe w kierunku lasu elfów na dywanie latającym Dżina. Pojawił się właśnie nowy problem – czy oddać od razu czarodzieja Szurumbura w ręce elfów, czy samemu go jeszcze przedtem przepytać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


dziewięć − = 6

*