Piwem i Mieczem cz. 4

Kopalnego jakiś szał ogarnął. Kiedy zobaczył ile listów przyszło z propozycjami gdzie ma się udać, założył palant jeden zbroję płytową i z dwuręczną maczugą ściga po całej redakcji Naczelnego.
– Kopalny, odwal się od mojego komputeraaaaa….. Nie!
TRACH!
To się nazywa myśleć jak Conan – mięśniami rąk.

Narada członków drużyny właśnie dobiegała końca. Kopalny w zamyśleniu drapał się po nie ogolonej gębie.
– Chodźwa na mocharły. Tamuj smuk zalegnuł – troll Bed uznał to za pewnik.
– E tam, ględzisz niczym kataryniarz. Zastanów się ciemna pało komu by się chciało na bagnisku żyć moczyć – nadął się Wiewióriusz Bezlitosny. Troll popatrzył na na czarnoksiężnika i pogłaskał swojego Joya.
– Dobra panowie, postanowione. Idziemy na górę zwaną Szczytem Tajności – zadecydował druid.
Nie myśląc więcej wprowadzili słowa w czyn. Z przodu szedł Alex krasnolud, jako że znał drogę, a za nim cała reszta. Droga wiodła przez góry, czasem opadając w dół a czasem pnąc się wzwyż. Zdążali w kierunku północno – wschodnim z każdą chwilą zbliża jąc się do celu. Nie minęła godzinka tej wycieczki kiedy zza zakrętu wyszedł im na spotkanie hobbit. Niziołek był uzbrojony w drewnianą pałkę i krótki nóż zatknięty za pas.
– Dzień wielce parszywy, łaskawcy – przywitał ich serdecznie.
Drużyna zdumiona spojrzała na pogodne niebo.
– Jak to parszywy? – Zapytał druid. – Przecie przecudna pogoda dobrodzieju.
odc4a– Być może, ale ja tak zawsze – odparł uprzejmie hobbit, po czym ukłonił się na tyle, na ile pozwalała mu jego tusza, i ruszył dalej. Z dala było słuchać jego przykre narzekanie.
– ¦wiat jest ścierwem. Kurcze, gdzie to było napisane, no nie pamiętam…
– On tak zawsze – potwierdził druid. Poszli dalej. Droga zdecydowanie zaczęła piąć się do góry, co – jak stwierdził Alex – było nieomylnym znakiem, że zbliżali się do miejsca przeznaczenia. A tym czasem przeznaczenie.
– Spojrzyjta no kumie. Troll we dzień lizie, jakby Słońca na niebie nie było – zagadnął chłopek do kamrata.
– Ano aj. Rzeczy samej.Nie może być! Chodźwa oglondniem to z bliskości – odparł kamrat chłopka.
Obaj zeszli na drogę i czekali aż drużyna zbliży się do nich. Grupa nie zawiodła ich oczekiwań i w chwilę potem doszło do spotkania drużyny z chłopkiem i jego kamratem.
– Ej, panoczku! Z trole łazita, a przecież ta bestyja w Słońcu ino w kamień się obrata – zagaił chłopek.
– Ano aj, panoczku. Jakże to tak? Dlaczego ten trol żyw je? – Dorzucił kamrat chłopka. Troll spojrzał w Słońce podrapał się po głowie i wzruszył ramionami.
Chłopek i jego kamrat wykrzywili gęby z dezaprobatą.
– No juże grubasie, kamieniej! – Nalegał chłopek.
– Nie daj się prosić – poparł chłopka kamrat.
– Spadawta – odparł Bed. Druid widząc, że sytuacja staje się gorąca niczym kaloryfer w okresie zimowym, próbował uratować sytuację.
– Starajcie się nie zwracać na nich uwagi, to tylko chamki pańszczyźniane – powiedział półgłosem do członków drużyny.
Trochę za głośno. Chamki odwróciły się w stronę gór i skrzyknęły swoich, ukrytych do tej pory wśród porozrzucanych głazów walających się nad drogą. Zza kamieni na drużynę wybiegło kilkudziesięciu chłopów uzbrojonych niczym pospolite ruszenie, w osadzone na sztorc kosy, widły i cepy,.
– O kurde! Chyba nas zleją – wystraszył się nie na żarty Kopalny. – Druid, ratuj!
Druid nie tracąc czasu zainwokował modlitwę do swoich duchów. Troll w tym czasie zmiótł z drogi jednym morderczym zamachem maczugi chłopka i kamrata.
– Sami se kamienieta! – Rzucił za nimi, gdy szybowali wzdłóż zbocza.
Wiewióriusz zamachnął się różdżką i rzucił zaklęcie „Przyzwanie”. Chłopi nacierali biegiem z przewagą wysokości i zbliżali się w zastraszającym tempie. Druid skierował swą inwokację na chłopów i poprawił czarem „przekleństwo kauczuku”. Chłopki zaczęli się zachowywać niczym gumowe piłeczki. Odbijając się wszystkimi częściami ciała od ziemi kontynuowali swoje natarcie aż zniknęli w dole zbocza.
Powietrze obok Wiewióriusza rozdarł huk i pojawił się demon. Rozejrzał się po obecnych, a gdy dostrzegł czarnoksiężnika powiedział – A pocałujże mnie w d…. – po czym zniknął i tyle go widzieli. Wiewióriusz skrzywił się, jak po skwaśniałym piwie.
– Ha ha, pokicali niczym żaby do sadzawki! – ucieszył się Kopalny. Troll nie podzielał jego radości.
– Kuhde, thola nie widzieli, czy co?
– Nie martw się, pewnie naczytali się Tolkiena – pocieszył go Kopalny.
Po całodziennej wędrówce drużyna dotarła wreszcie do Szczytu Tajności.
– Jesteśmy na miejscu. Teraz pozostało już tylko wdrapać się na sam szczyt – poinformował wszystkich Alex.
odc4b– Panowie, żarty się skończyły. Idziemy na smoka! – zapiał Wiewióriusz Bezlitosny.
– Chyba, że go tam nie ma – uśmiechnął się pod nieogoloną górną wargą Kopalny. Kompania zachowując najwyższą ostrożność ruszyła pod górę na spotkanie gada. Wkrótce rozglądając się uważnie dotarli na szczyt i nie wysilając zbytnio wzroku dostrzegli… budynek. W otaczającym go murze nie było żadnego otworu – ani bramy, ani furtki, ani choćby najmniejszej strzelnicy. Obeszli całość dokoła i zaczęli dyskutować.
– Choroba, kto tu mieszka? Jak myślisz, druid? – Zapytał jak zwykle rezolutnie Kopalny.
– Hm, może harpie?
– Co ty chrzanisz druid, przecież harpie są tylko w bajkach – żachnął się Wiewióriusz.
– Ty jak zwykle jesteś najmądrzejszy – rzucił Alex.
– A może jakieś anioły? – kontynuował druid.
– Co ty chrzanisz druid, przecież anioły… – próbował oponować Wiewióriusz.
– Zamknij się. Głupi jesteś i nie znasz się na niczym – warknął Alex poparty przez Kopalnego.
W powietrzu rozległ się czysty, kryształowo brzmiący męski głos.
– Czego chcecie?
Alex, przekonany, że to znów czarnoksiężnik zabrał głos, rzucił sakramentalne:
– Zamknij się. Głupi jesteś i nie znasz się na niczym.
– Kto ma się zamknąć, hę? – zapytał zdziwiony głos.
Tym razem zdziwiła się drużyna.
– Co jest, kurza stopa? Kto tu gadulca zapuszcza, a go nie widać?
– Brat Marcin – padła spokojna odpowiedź. – To ¦wiątynia Wielkiej Tajności, kmiotki.
– O psia kość, my tu tylko szukamy smoka proszę księdza – próbował się tłumaczyć druid.
– Tylko bez księdza, bo wami zamiotę cały szczyt. Nauczcie się grzeczności. A ty Kopalny uważaj! – Brat Marcin był najwyraźniej zbulwersowany.
– Brat Marcin, tutaj? – Kopalny stał z opuszczoną na wysokość pasa żuchwą.
– Tutaj i wszędzie.
– Ależ przepraszamy, już się wynosimy – Kopalny odwrócił się do kompanii i cicho rzucił – Spieprzamy!
Drużyna nie oglądając się na nic ruszyła nie okiełznanym galopem tą samą drogą, którą przybyła na górę.
– I oduczcie się chamstwa! – rozległ się za nimi dźwięczny głos Brata Marcina. – Jak dzieci!
W drodze powrotnej kompania wypytywała Kopalnego o Brata Marcina.
– Ty, kto to właściwie jest? – Druid był dociekliwy jak nigdy.
– Wiesz, niby nikt, ale lepiej go nie drażnić. Potrafi być gorszy od smoka – odpowiedział Kopalny, po czym zaczął unikać dalszej rozmowy. Drużyna posuwała się w milczeniu. Doszli w ten sposób do strumienia i przekroczyli go w bród. Chłodna woda sięgała im do kolan. Gdy wyszli na drugi brzeg, Kopalny dał upust swojemu zwątpieniu.
– Kurde, chyba nigdy nie znajdziemy tego smoka…
– Nie martw się, znajdziemy sposób na gada! – pocieszał go jak umiał druid. Wiewióriusz zasępił się i wbił wzrok w ziemię.
Troll Bed co chwilę drapał się po głowie i stękał z wysiłku, a Alex międlił w zębach zerwaną przy ścieżce trawkę. Atmosfera przez jakiś czas była nerwowa, ale powoli napięcie opadło i wszyscy leniwie uwalili się na ziemi. Pewnie siedzieliby tak do dziś, gdyby koło południa nie przypętał się jakaś pokraka. Pokraka wyglądałaby całkiem nieźle, gdyby była nieco mniejsza i miała kończyny dolne.
– Dżemdubry, estem Dżin. A to jest Tonic – powiedział pokraka z arabskim akcentem wskazując na kindżał zatknięty za szeroki pas okalający talię.
– Dżin z Tonikiem? – powiedział jak zwykle rezolutnie Kopalny. – To interesujące.
– Tak. Własznie Dżyn z Tonykem – przedstawił się dżin, poprawiając turban na głowie.
– Czy to prawda, że dżiny potrafią wszystko? – zapytał druid.
– Prawie wszysztko – odpowiedział skromnie dżin.
– To może potrafisz powiedzieć, gdzie teraz jest smok?
– Teraz nie wiem, ale jakieś pół godziny temu widżałem go w jarze Połamszkytky – poinformował dżin.
– Co? – zaperzył się Kopalny. – To my szukamy tego huncwota po jarze, a on się z nami w chowanego bawi!
– A może jak byliśmy w jarze smok polował w górach? – zastanawiał się Kaczoramiks.
– W rzyci mam taką robotę. Ten gad bawi się z nami w ciuciubabkę. – Kopalny okrutnie się zdenerwował. – Idziemy na moczary. Albo tam go dupniemy, albo nigdzie – zadecydował i ruszył na południe.
– Hej, zaczekaj na nas! – zakrzyknął krasnolud Alex. Drużyna, nie żegnając się z Dżinem z Tonikiem pognałą za Kopalnym.
– Czo ża czasy. Dżyn szę sztara jak może, a tu szę obrażają i uczekają! – powiedział za nimi Dżin z Tonikiem, ale nikt go nie słuchał.
– Jasny gwint, ale ciemno! – złościł się Kopalny, idąc starym górskim szlakiem. Tuż przed nim maszerował, potykając się co chwila, Alex.
– Ciemno, bo ciemno, ale droga przynajmniej róóóóóóóó… rwa. Choroba.
– Jestem ciekaw, komu przyszło do głowy, żeby iść na skróty – złościł się Wiewióriusz.
– Sameś chciał, żebyśmy tędy szli – odparł natychmiast Alex.
– Cicho chłopy, coś się przed nami czai w tych zaroślach!
– W rzeczy samej, jakby coś szumiało i pluskało – poparł Kaczoramiksa Alex.
Ostrożnie przybliżyli się do krzewów.
– A, krasnolud Alex! Długo czekałem na tę okazję. Nie widzieliśmy się ze dwa dni! – ucieszył się jakiś skrzekliwy głos.
Alex i odpowiedział z przerażeniem szczękając zębami.
– A, wróciłem, bo widzisz, zapomniałem ci przystawić pieczątkę na formularzu…
– Wsadź sobie gdzieś ten formularz i pieczątkę. Teraz sobie z wami zatańcuję!
– Ależ Szuwarek, co ty! Tak nie można, ludzie cię oszkalują – Alex chciał wypaść przekonywująco, ale nie wyszło mu to za dobrze.
– Do roboty, utopce moje, do roboty! – zawołał Szuwarek. W krzakach coś zabulgotało niczym czajnik.
– Kurde balans, chłopaki, spadamy w try miga! – Alex rzucił się do ucieczki w tempie jakiego pozazdrościć mógłby Zorro.
Drużyna nie dała sobie tego powtarzać dwa razy. Resztę nocy przeczekali w krzakach z dala od strumienia.
Nastał ranek. Słoneczko oświetliło okolicę i bohaterów. Cała kompania Kopalnego miała poobijane nosy i podrapane ręce po nocnej eskapadzie.
– Słuchajcie chłopy, dużego wyboru nie mamy. Albo idziemy zlać wodnika, albo szukajmy innej drogi – druid był
niezadowolony z obrotu sytuacji. – Chyba, że ktoś ma inną propozycję.
W całym gronie zapadła głucha cisza. Wszyscy wykazali nagłe zainteresowanie paznokciami i czubkami butów, a Kopalny jął się z natężoną uwagą przyglądać formującym się chmurom. Kłębiastym.
– No co jest, żaden nie ma odwagi podjąć decyzji? – zdenerwował się Kaczoramiks.
– Chodźmy na hufahka, łupniem go w czehep – zaproponował Bed.
– Zamknij się, głupi jesteś – obruszył się Alex.
– Może by tak do domu? – zapytał nieśmiało Wiewióriusz.
– Zamknij się…
– Wiem, głupi jestem – skończył płaczliwie Wiewióriusz.
Miła rozmowa została przerwana pojawieniem się kilku gremlinów.
– Co jest chłopaki? – zapytał najbardziej kudłaty i paskudny. – Kłopoty z wodnikiem?
– Tak, tak – podchwycił skwapliwie temat Kopalny. – Musimy przejść przez strumień, a ten nurek poluje na nas ze swoimi utopcami.
– E, to nie problem. Chodźcie z nami. Tu niedaleko jest jaskinia, którą można przejść pod strumieniem. Tylko trochę kapie.
– Hura! – krzyknął Wiewióriusz.
– Zamknij się!
– Wiem, wiem – czarnoksiężnik oklapł jak przekłuty balon.
– Nie kłócić się, idziemy – powiedział rzeczowo druid.
Wkrótce cała drużyna przeciskała się przez jaskinię. W końcu doszli do rozwidlenia.
– Hej, gremlin, gdzie dalej? – spytał Alex.
– W lewo jest droga do ludzkiego sioła Wąpiersk, w prawo dojdziemy do Jelenia – poinformował gremlin, grzebiąc w kudłach.
– W Jeleniu jest dobre piwo – rzucił Wiewióriusz.
– W Wąpiersku jeszcze nie byłem – dodał od siebie Kopalny.
Pochodnie słabym blaskiem oświetlały oba korytarze.
– Jeśli pójdziecie na prawo możecie trafić na bandę koboldów, po lewej jest podziemne jeziorko ze złośliwą nimfą.
– Niech decyduje Kopalny – powiedział Alex, głaszcząc swój topór.
– Mnie ta wszyho samo – ziewnął szeroko Bed. – No więc zdecydowałem – powiedział Kopalny po chwili w czasie której udawał, że myśli. – Powinniśmy skręcić w…

odc4cNo tak, drogi czytelniku, ciężar decyzji o kierunku w którym ruszy kompania Kopalny, jak zwykle, rzucił na twoje barki. Pamiętajcie o jak najszybszym przysłaniu odpowiedzi! Z sąsiedniego pokoju słyszę szum maszyny sortującej listy i przekleństwa prof. Dżemika. U nas (jak zwykle) jest śmiesznie. Kopalny z Haszakiem rżą ze śmiechu czytając mi przez ramię swoje przygody, a Alex…
– Zamknij się. Głupi jesteś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


jeden × = 5

*