Piwem i Mieczem cz. 11

… w stronę ruin samotnej chatki. Szybko i sprawnie, drużyna ukryła się w środku i przystąpiła z ogromnym zapałem do penetracji jej wnętrza. Podczas przetrząsania tego miejsca Wiewióriusz natknął się na dziwną kościaną różdżkę. Oczywiście jego wiedza magiczna podpowiadała mu, że jest to broń o wielkiej sile rażenia. Na wszelki wypadek schował ją za pazuchę i nic nikomu nie powiedział o swoim znalezisku. Tymczasem Alex znalazł wejście do piwnicy zdążył ją spenetrować. Ku swojemu wielkiemu zadowoleniu okazało się, że piwniczka nie jest splądrowana i całość zapasów taniego wina została nienaruszona. Alex postanowił spędzić tu kilka chwilek w celu dokładniejszej penetracji intrygujących beczek. Kaczoramiks przepatrywał okolicę budynku i nie omieszkał oczywiście wpaść w dołek wykopany w celu pozbywania się przez mieszkańców chatki nieproszonych gości. Jego krzyki o pomoc sprowadziły na miejsce wypadku trolla, który również nie omieszkał wpaść w dołek wykopany w celu pozbywania się nieproszonych gości. Kopalny po dokładnej lustracji terenu i domku, mógł jednoznacznie stwierdzić, że to nie jest domek rybacki, lecz chatka przemytników. Zbyt wiele śladów wskazywało na prowadzenie takiego właśnie procederu. Przemytnicy w celu magazynowania swoich towarów zaadaptowali w tym celu chatę Baby-Jagi i wiodło im się nieźle, gdyż Baba-Jaga wspomagała swoich nowych wspólników czarami i biznes kręcił się jak trzeba, przynosząc krociowe zyski. Niestety, przyszedł kres tego błogiego stanu. Oto pewnego dnia na wysepkę pośród bagien przybył smok i pogonił towarzystwo, gdzie pieprz rośnie. Od tego czasu rządził tu i nikt go nie mógł ruszyć, bo nawet nie znano miejsca jego pobytu. Kopalny skrzyknął swoich do chatki i wyznaczył zadania na czas najbliższy. Kiedy tylko towarzystwo się zlazło, od razu przystąpił do rzeczy.
– No to zaczynamy. Wiewióriusz i Kaczoramiks będą obserwować niebo i jak tylko pojawi się smok od razu dawajcie znać, co się święci. Wy czcigodny Kasztelanie i twoi woje wraz z trollem Bedem będziecie stanowić główną grupę uderzeniową. Ja z Alexem pójdę na zwiad po wyspie, aby ją dokładniej zbadać. Czy wszystko jasne?
Chwilę potem czarnoksiężnik i druid wgramolili się na resztki dachu i zorganizowali tam punkt obserwacyjny. Tym czasem Sir Haszak, Sir Gawronek i troll Bed ukryli się dokładnie wewnątrz domku i przysposobili do walki. Kopalny zaś z Alexem ruszyli wzdłuż brzegu, aby rozeznać teren. Dżin ukrył się w pobliżu i szykował potężne czary, które miały za zadanie pokonać smoka. Każdy członek drużyny przykładał się jak tylko mógł do wykonania swej części planu. Kopalny po przeszukaniu całej wysepki znalazł właściwe leże smoka, a w nim parę pięknych przedmiotów: kilka drogocennych mieczy, zbroję, klejnoty, a nawet ostatni numer „Top Secret”. Postanowił zabrać ze sobą gazetkę, aby się nie nudzić w oczekiwaniu na smoka. Gdy już miał odchodzić, jego oczy spoczęły na dużej beczce. Kopalny natychmiast zbadał to nowe znalezisko i ku swej radości odkrył wewnątrz (nie powiem, że mało) złocisty płyn, który pachniał tak znajomo. Wiele czasu zajęła Kopalnemu droga powrotna do chatki, gdyż nogi plątały mu się okrutnie. Jednak wieczorna pora zastała go w pobliżu chatki i reszty towarzyszy. Gdy zbliżał się właśnie do ostatnich zarośli nadbrzeżnych, oddzielających go od domku, ktoś zawołał go z tyłu, a następnie poklepał po ramieniu.
– Hej. Kopalny nie poznajesz swojego ukochanego przyjaciela? To ja Borekiusz.
Oto przed Kopalnym stanęła straszliwa zjawa obwieszona girlandami bagiennych roślinek i przyozdobiona piękną ogromną ropuchą na głowie. Całe ubranie przybysza poryte było bardzo starannie błotem i mułem. Po prostu idealne przebranie. Widok postaci, która stanęła niespodziewanie przed Kopalnym, był tak niesamowity, że od razu wyprostował wszystkie jego nietrzeźwe myśli i postawił stan umysłu na baczność .
– No nie patrz tak na mnie, jakbyś samą Śmierć widział. To naprawdę ja, tylko podczas przeprawy przez bagno przy samiuteńkiej wyspie łódka mi się wywróciła.
Tu Kopalny wreszcie ochłonął, gdyż poznał spod sterty wodorostów samego naczelnika cechu złodziejskiego w Lidzbarku, Borekiusza. Borekiusz kontynuował nie zważając na zdziwienie Kopalnego, malujące się na jego ćwierćinteligentnym obliczu:
odc11a– Pamiętasz o naszej umowie Kopalny? Pamiętasz, pamiętasz na pewno. Zaraz po bitwie ze smokiem masz ogłuszyć kasztelana, a my wtedy zdejmiemy ze smoka skórę i pryskamy – Borekiusz popatrzył na Kopalnego. – No i co ty na to?
Kopalny podrapał się w głowę i chwilę pomyślał, a potem odpowiedział „Pamiętam! „, po czym odwrócił się w stronę chatki i dziarsko pomaszerował w jej kierunku. Tymczasem Borekiusz zniknął w pobliskiej kępie krzewów, aby zmienić przebranie maskujące na bardziej suche. Pierwsze promienie słońca zaczynały pojawiać się nad linią widnokręgu, świt nadchodził wielkimi krokami i drużyna zaczynała się powoli budzić ze snu. Druid Kaczoramiks usiadł na dachu i przecierał zamaszyście oczy, jego towarzysz czarnoksiężnik Wiewióriusz ziewał potężnie, a jego wzrok dostrzegł na niebie sporych rozmiarów kształt bijący ogromniastymi skrzydłami i sunący w stronę wyspy. Wiewióriusz nie odrywając wzroku od znaleziska klepnął druida w ramię i powiedział
– Och rzesz ty! SMOOOOOK!!!
Klepnięcie i okrzyk przerażonego czarnoksiężnika poraziły druida niczym piorun i strąciły z daszku prosto na dół do końskiego koryta w pół wypełnionego wodą. Kontakt rozgrzanego, na wpół zaspanego ciała Kaczoramiksa z zimną i mokrą wodą w starym korycie wybudził natychmiast druida, który podjął okrzyk
– AAAAAA! RATUNKUUU! NIE UMIEM PŁYWAĆ!!!
– Tymczasem z dachu dało się słyszeć nawoływanie Wiewióriusza o nadciągającym smoku. Z pobliskiego dołka wychynął Dżin niosąc na ręku gotowy czar przeciw smokom. Kasztelan Emilus Trzask Pierwszy i Ostatni oraz jego woje i wspomagający ich troll wypadli z chaty niczym brygada komandosów.
Kopalny, który wyszedł za nimi, od razu zarządził jak należy:
– Wyjąć druida z koryta, niech się nie topi i zdjąć krzykacza z dachu, bo smok jak nic go usłyszy. Do roboty kurdebalans! – po czym poszedł po swój półtoraręczny miecz i łyk piwa.
Woje zdjęli czarnoksiężnika z dachu i włożyli go do koryta, z którego wcześniej wyjęli druida. Pomogło – Wiewióriusza zatkało i przestał krzyczeć. Wszyscy ukryli się w chatce i czekali w ciszy i skupieniu na rozwój wypadków. Przez okno wyglądał Alex, aby zorientować się w poczynaniach smoka, a reszta drużyny szykowała się gorączkowo do wielkiej bitwy. Czas powoli mijał i wreszcie wszyscy usłyszeli łopot wielkich skrzydeł, a Alex powiadomił resztę o tym, iż smok właśnie raczył wylądować. Teraz, gdy gad był w zasięgu ręki, nastąpiła nerwowa atmosfera. Kopalny drapał się po karku i co chwila zaglądał do kufla, w którym i tak widział tylko dno. Alex, od jakiegoś czasu chodzący nerwowo po pomieszczeniu, odwrócił się do reszty drużyny:
– Kopalny, powiedz coś! No powiedz, co teraz mamy robić?
Kopalny zachowując zimną krew popatrzył na krasnoluda:
– Czekać wieczora – odpowiedział. – Kiedy tylko bestia uśnie, wyliźniemy i ubijemy go.
– Geniuszu! – powiedział druid.
– Popatrz, popatrz! – Alex nie mógł wyjść z zachwytu.
– Ma chłop rację! – rzucił Emilus – Po co rzyć bez sensu nadstawiać i głową ryzykować.
– Ano racja. Kopalny to ma głowę! – dodał sir Haszak.
– Teraz ja i Alex pójdziemy na zwiady, a jak tylko smok uśnie, to przyjdziemy po was i damy mu popalić – rozdysponował Kopalny.
Już po chwilce krótkiej niczym strzał z pukawki Rumcajsa, Alex i Kopalny pomknęli w kierunku smoczego leżyska. Kopalny szedł z przodu i co chwilka wystawiał głowę ponad krzaki, aby zorientować się w kierunku marszu, a krasnolud ubezpieczał tyły. W ten sposób szybko dotarli na miejsce. Zwiadowcy rozsunęli ostrożnie krzaki i zerknęli na smoczy dołek. Ich oczom ukazał się wspaniały widok: w jamie prawą przednią łapą grzebał smok. Jego wielkość mogła być porównywalna do sporych rozmiarów stodoły lub małego hangaru.
– Co jest? Ktoś mi wychlał piwsko!!! – rozzłościł się smok. – Już ja mu popiję piwko! – ryknął i zaczął rozglądać się wokół.
Jego wzrok spotkał się ze wzrokiem dwójki dwunogów ukrytych w pobliskich krzaczkach. Alex i Kopalny poczuli nagle jak nogawki ich spodni robią się bardzo mokre i ciepłe. Gdy tylko smok zrobił pierwszy krok w ich stronę, dzielne kozaki zerwały się na równe nogi i z wrzaskiem zdarli podeszwy w stronę chatki rybackiej. Smok, jak na smoka przystało, rzygnął ogniem aż zajęło się od tego pobliskie drzewko. Kiedy mała brzózka płonęła niczym pochodnia, a smok rycząc okrutnie ruszył w pościg za uciekinierami, Kopalny i Alex właśnie docierali do reszty towarzyszy.
– Chłopaki!!! On tu lezie i chyba nas nie lubi. Jest ogromniasty i wali ogniem jak miotacz płomieni! Ratuj się kto może! – Kopalnemu zaczynało brakować tchu, lecz gdy tylko dopadł spanikowanego krasnoluda zaczął od razu dowodzić.
– Bed, kasztelan i jego woje. Brać broń i na dwór przed chatę. Dżin na dach ciskać czary. Kaczoramiks z lewej flanki będzie razić swoimi czarami, Wiewióriusz z prawej flanki będzie radzić swoimi czarami a… ja i Alex idziemy wytrząsnąć, co nieco skąd poniekąd.
Drużyna szybko rozbiegła się na stanowiska, Kopalny z Alexem dołączyli do nich, gdy tylko uporali się ze zbędnym bagażem i jako tako doprowadzili się do porządku. Dokładnie w tym samym czasie, gdy wszyscy już byli gotowi, na miejsce przyszłej trzaskanki przybył smok. Ekipa zbiła się w ciasną gromadę i najeżyła ostrzami, które drżały w rytm klekotu zębów jej członków. Gad wspiął się na tylne łapy i po raz kolejny, jak to smok ryknął potężnie. Dzielne chłopaki poczuły jakby im ktoś za serce złapał żelazną obręczą i zimno wlał do trzewi. Gad ruszył do natarcia puszczając nosem kółka dymu, a uszkami kwadraciki, wyglądając jak zepsuty parowóz. Pośród naszych bohaterów na miejscu znalazł się jak zwykle Bed. Nie przeląkł się potwora i z orężem nad głową ruszył do ataku. Wiewióriusz widząc zdesperowanie trolla rzucił czarem „Ogień Lucyferny”, aby wesprzeć przyjaciela w ataku. Lecz gad wciągnął zaklęcie nosem i palnął Beda łapą. Troll wielkim łukiem odleciał na kilka metrów i plasnął tuż przy brzegu w bagno. Na ten widok ruszyła się reszta kumpli.
– Biją naszych!!! – wrzasnął Kopalny i ruszył do ataku okrążając smoka od prawej strony, aby uniknąć ciosów jego przednich łap. Kasztelan Emilius Trzask Pierwszy i Ostatni ruszył do frontalnego natarcia wywijając młyńce swoim ciężkim berdyszem. Krok w krok za nim nacierał Sir Gawronek. Sir Haszak, tak jak miał to zawsze w zwyczaju, zaatakował taktycznie przy pomocy topora wojennego lewy nerw śmiechowy. Kaczoramiks przy pomocy magii wygasił kolejne ogniste ziewnięcie smoka, a następnie cisnął zaklęcie „Skunksosmrodek” bezpośrednio w pysk gada. Smok lekkim pacnięciem ogona posłał Kopalnego do wszystkich diabłów, a precyzyjnie mówiąc do trolla. Emilius zadał straszliwy cios w nisko pochyloną głowę potwora, Sir Haszak raz po raz rąbał w odsłonięte miejsce, w którym według niego powinien znajdować się nerw śmiechowy. Troll właśnie wygrzebał się z bagna, gdy nadleciał Kopalny i plasnął razem z nim na powrót do bagniska. Czar druida dosięgnął celu, lecz ku zdumieniu nie wywołał spodziewanego efektu. Wiewióriusz wyczarował błyskawicę i ugodził nią smoka w głowę, ale ten nie zważając zaatakował Emilusa wraz z jego wojami. Alex dopełzł wreszcie do gadziego ogona i złapał go, a następnie rąbał swoim toporkiem po zadzie aż sypały się w około drzazgi. Na odsiecz drużynie przybyli Kopalny wraz z trollem, których smok przywitał chmurą ogrzanego powietrza. Emilius Trzask Pierwszy i Ostatni po raz kolejny zaatakował smoczą głowę, podczas gdy Sir Haszak próbował bezskutecznie razić brzuch gada. Druid chciał zaatakować czarem „Dżemika”, lecz zanim zdążył go przygotować smok cisnął w niego czar „Czkawka” co raczej uniemożliwiło Kaczoramiksowi czarowanie. Smok powalił długim zagarnięciem łapy Sir Gawronka wraz z kasztelanem, a ogonem pozbył się natrętnego krasnoluda. Kopalny idący właśnie do ataku zauważył, że na placu boju pozostał sam z chwiejącym się na nogach Wiewióriuszem, który próbował jeszcze sparaliżować smoka zaklęciem „Megatona”, lecz czar spłynął po srebrzystych łuskach i ulotnił się niczym mgła.
Kopalny próbował wytracić tempo natarcia i zamienić je błyskawicznie w tępo ucieczki, lecz zdradliwa wilgotna trawa…. Pierwszą rzeczą, jaką zauważył, to swoje nogi zadarte wyżej głowy, a chwilę potem olbrzymią mordę smoka pochylającą się tuż nad nim. Kopalny krzyknął po raz drugi i po raz drugi poczuł wilgotne ciepło w nogawkach i smród mogący zabić skunksa. Gdy olbrzymia paszcza zaczęła otwierać się na całą swoją szerokość dobiegł go głos straszliwej mocy.
– Ja ci dam piwko, ty leszczyku! Mleczko ci pić, a nie piwko! – ryknął smok. – Nikt nie będzie drwił z BEERFIELDA, ani nie będzie pić jego piwa!!!
– Nie będzie. Z pewnością nie będzie – zapiszczał Kopalny zasłaniając głowę rękami.
– Wstawaj i walcz jak mężczyzna, albo giń ty żmijo! – ryknął ponownie BEERFIELD.
– NIEEEEEEEEEE!!! – wrzasnał Kopalny i rzucił się do rozpaczliwej beznadziejnej ucieczki. Zerwał się na nogi i siłą rozpędu wpadł w ramiona Borekiusza powalając go na ziemię.
– NIEEEE!!! – wrzasnął prosto w twarz zaskoczonego Naczelnego, który leżał właśnie pod nim.
– Kopalny spokojnie!!!
– SMOOOOOOK! BEERFIELD! Pożre nas wszystkich i na dodatek małolatę i kosiarkę do trawy.
Ktoś próbował obezwładnić wierzgające w straszny sposób nogi Kopalnego, a przy okazji strącił na ziemię kserokopiarkę.
– Ratunku! – wrzeszczał Kopalny.
Od ekranu pobliskiego PC odwrócił się Sir Haszak.
– Powiedzcie mu, żeby się zamknął. Właśnie rozgryzam „Zeppelina” i jego nieartykułowane wrzaski straszliwie mi przeszkadzają.
Naczelny właśnie założył Kopalnemu potrójnego Nelsona.
– Niech ktoś zadzwoni po karetkę, chyba mu gorzej.
– NIEEEEE!!!
Emilius przybiegł właśnie z kubłem zimnej wody i z marszu chlusnął nią w kłębiące się ciała.
– Pomogło wariatom? – zapytał.
Naczelny popatrzył ze zgrozą na Kopalnego, który w tej chwili właśnie przebierając rękami i nogami jak przy klasycznej żabce czołgał się po redakcyjnym dywanie. Do pokoju wszedł Szokoban i widząc powyższą sytuację zapytał:
– Co się stało Kopalnemu? Wygrał w totolotka?
– Nie! Właśnie się obudził z ręką w nocniku – odpowiedział Bad Joy.
– Na szczęście nie zaczął jeździć traktorem, albo jeszcze czym gorszym – pocieszał Gawron.
Alex próbował zrobić Kopalnemu zimny okład.
– Zamknij się Gawron. Głupi jesteś i na niczym się nie znasz. Traktorem to jeździ Kaczor, a on się po prostu obudził.
– Szczęściarz! – powiedziała Dobrochna. – Duch Serchi śpi już od trzech miesięcy i jeszcze się nie obudził.
– Może tworzy jakąś nową powieść? – zamyślił się Naczelny.

odc11b

Kochani, to już niestety ostatni odcinek naszego konkursu piwno-mieczowego. Każdy, kto brał w nim udział, miał szansę wylosować nagrody. Ale najważniejsze jest to, że wszyscy wspólnie dobrze się bawiliśmy. W końcu oto głównie nam chodziło, aby się ubawić jak tylko można najlepiej, a nawet po same pachy. Teraz przerwa. Być może później, kiedyś, nigdy lub zaraz nastąpi jakiś nowy konkurs opowiadaniowy. A na razie pozdrawiam twórców BEERFIELDA i proszę o przysłanie waszego adresu, gdyż w zawierusze bitwy ze smokiem gdziesik nam się zawieruszył. Pozdrawiam wszystkie kobitki-czytelniczki i czytasiów też. Trzymajta się ciepło, bo mróz idzie i święta coraz bliżej. Straszę tam, gdzie zawsze.

DUCH SERCHI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


trzy + 1 =

*